W celu uruchamiania i kontroli zadań użytkownika system operacyjny zajmuje się:
- planowaniem oraz przydziałem czasu procesora poszczególnym zadaniom,
- kontrolą i przydziałem pamięci operacyjnej dla uruchomionych zadań,
- dostarcza mechanizmy do synchronizacji zadań i komunikacji pomiędzy zadaniami, obsługuje sprzęt oraz zapewnienia równolegle wykonywanym zadaniom jednolity, wolny od interferencji dostęp do sprzętu.
ustalanie ustalanie połączeń
- zarządzanie plikami.
Potocznie ale niezbyt poprawnie, mówi się tak mając na myśli całość oprogramowania dostarczanego z zakupionym komputerem, czasem samo jądro systemu operacyjnego, czasem program rozruchowy (to ostatnie jest dużym nadużyciem). Czasem z kolei chodzi o całą rodzinę systemów operacyjnych (np. Mac OS, Microsoft Windows).”
Źródło: Wikipedia.org
UWAGA: Podczas pisania starałem się być obiektywnym, jednak czasem mogę być zbyt stronniczy. Starałem się też uniknąć ideologicznego rzutu, co również nie do końca może się udać.
Każdy z nas jest użytkownikiem systemu operacyjnego – czy to Microsoft Windows, GNU/Linux, Mac OS lub innych pokroju Solaris/OpenSolaris lub czysto testowych jak ReactOs. Wiemy więc, czym jest system operacyjny oraz jak działa. Często można spotkać się również z tzw. „flame-wars” między użytkownikami różnych systemów. Przypatrując się takiej „wojnie” widzimy, iż każda ze stron przytacza argumenty ukazujące ich OS w najlepszym świetle. Zawód wymaga ode mnie (informatyk), bym umiał serwisować i zarządzać choć w jakimś stopniu każdy z systemów „wielkiej trójki” – Windows, Mac OS, GNU/Linux. W praktyce przez parę lat używałem Microsoft Windows 98SE, po czym chwilę Windows XP. W następnej kolejności był już tylko Linux – i tak pozostało do dziś. Z Mac OS mam najmniejsze doświadczenie – był to wtedy Mac OS 7.1 lub 7.11 – prehistoria wręcz :-) Jako, że Windows idzie swoim torem, czasem więc gubię się w tym systemie, gdy serwisuję komputery klientów. Wiedza ta nie jest systematycznie utrwalana, gdyż nie pracuję systematycznie na tym systemie, więc wiele rzeczy ucieka z pamięci.
O tym, że Windows w całej swej istocie nie jest systemem szczególnie dobrym, nie trzeba przekonywać chyba nikogo, kto:
a) jest informatykiem.
b) trzeźwo patrzy na system Microsoftu pod kątem technicznym.
Istotnymi wadami Windows są:
a) kiepski system plików NTFS
b) uprawnienia administratora przyznawane zwykłemu użytkownikowi na starcie
c) cała gama wirusów lub innych złośliwych szkodników
d) szybkie spowolnienie pracy systemu (XP 32bitowy również najszybszy nie jest...)
e) z wersji na wersję rosnące wymagania sprzętowe (XP-->Vista)
f) konieczność posiadania programu AV,AdAdware,Firewalla etc.
Zwykły użytkownik może powiedzieć: „Co mnie to obchodzi – ja chcę używać systemu”, dla kogoś bardziej technicznego, są to spore wady. Windows ma jednak jedną, niezaprzeczalną zaletę – oprogramowanie pisane na ten system oraz względna prostota obsługi. W tym momencie przestają liczyć się jego błędy i niedociągnięcia.
Do plusów GNU/Linux zaliczyć możemy:
a) stabilność
b) bardzo dużą elastyczność (konfiguracja etc.)
c) repozytoria
d) mnogość dystrybucji, więc sporą możliwość wyboru.
e) niesamowicie dynamiczny rozwój
Do minusów niestety zaliczyć można, iż często system ten jest niesamowicie trudny dla początkującego użytkownika. Terminal, inny sposób podejścia do systemu, konieczność częstych aktualizacji itd.
Dlatego też po przerwie od Windows (liczonej w latach), postanowiłem poużywać troszkę oba systemy, aby wyrobić sobie obiektywną opinię. Dotychczas widziałem wyłącznie położone na łopatki systemy rodziny Windows (w 99% Windows XP). Jako obiekt testów wybrałem Microsoft Windows XP Home Edition. Większość „Windowsowców” powie: „Ale dlaczego kiepskie Home a nie Professional?!”. Zwykły user Windows pewnie nawet nie zna różnicy między obiema wersjami, więc wytłumaczę. Ano dlatego, że wersja Home przeznaczona jest do użytku domowego, natomiast wersja Professional dla zwykłego użytkownika jest jak armata na muchy. Dodatkowo wersja Professional zawiera wiele opcji, o których zwykły user nie ma pojęcia, ani ich w dodatku nie wykorzysta. Windows będę porównywał do mojego Debiana Testing (obecnie wydanie Squeeze).
- Wygląd
Pierwsze na co zwraca uwagę użytkownik to wygląd. Standardowy pulpit Windows XP nie zachwyca. Znośna tapeta, dolna belka z przyciskiem „Start” i ikona kosza. Defaultowy pulpit GNOME również nie zachwyca. Pulpit jednak można modyfikować. Co można jednak zmienić w przypadku Windows? Generalnie zmienić tapetę i rozkład ikon – najdalej zmienić kolorystykę systemu na jeden z trzech dostępnych kolorów – na tym kończą się możliwości Luna w Windows XP. Co możemy natomiast zmienić w Linuksie? Wszystko. Do dyspozycji mamy wiele środowisk graficznych – XFCE, KDE, GNOME, LXDE itd. Mamy również parę menadżerów okien. Nie jesteśmy przywiązani do jednego środowiska jak w Windows. Następnie mamy możliwość wyboru motywu systemowego, przezroczystości pasków, dodania widgetów do pulpitu i wiele innych rzeczy. Windows XP pozostaje na tym polu bez żadnych szans.
- Struktura katalogów.
Tutaj niestety przyznać muszę przewagę Windows. Katalogi Program Files, Moje Dokumenty, Windows itd. Wszystko ładnie i logicznie wysegregowane. Co widzimy w GNU/Linux? Katalogi jak /usr, /bin, /etc, /lib, /var, /selinux i inne. Zwykłemu użytkownikowi wyda się to z miejsca zbyt chaotyczne i pozbawione logiki (sam długo tak uważałem). Nie pomaga tu niestety to, że może i katalogów jest sporo, lecz wszystko również ładnie i logicznie umieszczone. Często pada pytanie: „A gdzie konkretnie mi się to zainstalowało?” W Windows z pewnością w Program Files, a w Linuksie...? Tu trzeba wykazać się już małą znajomością co i gdzie się znajduje.
- Dostępność aplikacji
O ile w moim przypadku jest bardzo dobrze, ponieważ wszystkie z używanych przez moją osobę aplikacji jest na Linux i Windows, o tyle nie każdy ma tak samo. Często początkujący pytają o zamienniki aplikacji – a tych czasem brak (np. brak dobrego odpowiednika Nokia PC Suite)... Często podawane za przykład braki w aplikacjach jak Adobe PhotoShop, pakiety firmy Corel, 3D Studio Max. Programy te nie są z pewnością dla początkującego (chyba, że jest bardzo bogaty), ale to inna kwestia. Nie ma co ukrywać, że GIMP to nie PhotoShop, Inkscape czy Krita to nie CorelDRAW a 3DSM nie zastąpimy do końca Blenderem. Dodatkowo dochodzi argument ze strony użytkowników Windows odnośnie gier. Owszem – nie ma ich tak dużo i nie tak nowe, ale są. Dodatkowo dochodzą gry OpenSource, których jest naprawdę masa. Nie zmienia to również faktu, że Linux cierpi na brak dobrych i komercyjnych gier. Tę sytuację chcę pominąć, gdyż choć wytłumaczenie tej sytuacji jest proste i logiczne, to nie o tym jest ten wpis. Sytuację często ratuje tu projekt Wine, lecz użytkownicy Windows czasem popadają w paranoję próbując przy pomocy Wine uruchamiać np. Nowy Gadu-Gadu, gdy zamienników jest na Linuksa sporo – choćby Kadu, Pidgin czy Tlen 7. W przypadku aplikacji oba systemy idą niemal na równi. Są przypadki, gdzie brak jest paru aplikacji na Linuksa.
- Obsługiwany sprzęt i sterowniki.
Nie dalej jak dwa dni temu (licząc od daty owego wpisu) szukałem odpowiedniego dla siebie laptopa. Szukałem takiego, którego podzespoły idealnie współpracować będą z Linuksem. W odpowiedzi dostałem: „Wie Pan co...takie rzeczy tylko w Erze”. Wymagania nie były wielkie – chciałem po prostu uniknąć kart Ati oraz podzespołów Intela (w tym ich kart graficznych). A w czym był największy problem? Z dostaniem owego laptopa bez systemu Windows. Odwiedziłem 5 sklepów komputerowych – wszędzie Microsoft Windows Vista.
Przykład ten pokazał, że jednak czasem trzeba szukać sprzętu, o którym wiemy, że Linux go obsługuje. Obecnie GNU/Linux dość dobrze obsługuje obecny sprzęt. Kłopoty zdarzają się w przypadku podzespołów firmy SIS lub VIA, które to nie interesują się systemami „alternatywnymi”. Osobiście miałem chyba tylko raz problem sprzętowy – karta Geforce 440 MX jeśli dobrze pamiętam. U owego użytkownika widoczny był tylko czarny ekran – reszta systemu działała prawidłowo. Sprzęt najczęściej dzięki modułom jądra wykrywany i instalowany jest automatycznie. W GNU/Linux praktycznie nie istnieje sytuacja (lub jest marginesem), gdzie instalować musimy z płyty osobny sterownik dla urządzenia. Czasem w przypadku kart sieciowych należy skompilować moduł dla jądra, acz i to jest niecodzienne. Zdarzają się jednak przypadki, gdzie bez ton komend w terminalu nie uruchomimy sprzętu. Ostatecznie zdarzą się też czasem przypadki, gdzie po prostu nie uruchomimy sprzętu. Użytkownicy Pingwina mogą czuć się czasem pokrzywdzeni. Posiadam gamepad MAXFIRE GRANDIAS 12V firmy Genius. Po podłączeniu gamepad od razu działa. Problemem są wibracje – by działały należy zainstalować sterownik, który jest tylko dla systemu Windows. Pisałem w tej sprawie do producenta gamepada – niestety sterowniki są tylko dla Windows i to się nie zmieni. Użytkownicy Linuksa zdani są na działanie bez wibracji.
W przypadku systemu Windows nie musimy generalnie martwić się o sterowniki – zawsze są na płytce z zakupionym podzespołem. Można kupić byle co, a sterownik zawsze będzie. Problemem jest natomiast w przypadku tego systemu konieczność instalacji – w odróżnieniu od Linuksa tu trzeba obecnie niemal wszystko instalować ręcznie. Pomimo tego – miło zamiast klepać komendy w terminalu, po prostu zainstalować sterownik i sprzęt działa.
- Ustanawianie połączenia internetowego
W obu systemach wygląda to tak samo. W Linuksie wygodny Network Manager pozwala na utworzenie niemal każdego chyba typu połączenia – łącznie z modemami wykorzystywanymi przed usługodawców internetu mobilnego. Jedynie swoje połączenie PPPoE ustanawiam w konsoli, jednak moja ingerencja ogranicza się wyłącznie do wpisania loginu i hasła :-) Także w obu systemach nie sprawia to problemów.
- Bezproblemowość pracy.
Tu skłaniałbym się w kierunku tego, iż GNU/Linux jest mniej awaryjny niż Windows. W Windows najlepszym lekiem na wszystko jest ponowna instalacja. W Linuksie należy coś naprawdę porządnie „uwalić”, by wymagana była reinstalacja. W Linuksie za to by odkręcić co trzeba, wymagana jest znajomość konsoli. Przyznajmy sami – czy zwykły użytkownik będzie umiał rekonfigorować xserver-xorg (dpkg-reconfigure) ? Przyznam sam, że nie wiem jak wykonać to w systemach opartych na rpm, ponieważ używam Debiana opartego na dpkg i deb :-) Nie wiem zatem, jak w Mandrivie czy Fedorze wygląda taka komenda :-) W Windows natomiast ktoś zrobi format i ma na nowo system. Jeśli zaś skonfigurować sobie Linuksa, to wygoda jest taka sama. W swoim Debianie konsoli używam teraz tylko do aktualizacji/instalacji pakietów. Reszta jest jak w Windows – zwykłe klikanie i użytkowanie, ponieważ wszystko działa. Nie zawsze jest tak różowo, a by skonfigurować Debiana do obecnego stanu, potrzeba była minimalna choć wiedza o obsłudze aptitude i poleceń konsoli. Po raz kolejny – czy nazwyklejszy użytkownik wiedziałby o tym? Nie, ponieważ w Windows nie widzi takiego czegoś, a cmd.exe to namiastka tego, co oferuje konsola Linuksa. Ostatecznie jeśli jednak spojrzeć na takie Ubuntu, to przy odrobinie chęci da się używać Linuksa bez wiedzy. Choć nawet i w Ubuntu nie uniknie się w niektórych sytuacjach konsoli.
- Ogólne wrażenia z użytkowania
Windows XP wydaje się być całkiem miłym systemem. Nowy sprzęt to sterowniki, gdzie nie zajrzy się w internecie, do ściągnięcia są programy dla Windows. Niestety ciągle podtrzymuję słowa, które wypowiedziałem jakiś czas temu, a chodziło w nich o to, że Windows, a szczególnie XP, jest dziś dobrym systemem, ale do łapania wirusów. Lata odcisnęły swoje piętno na tym systemie. Łatwo dziś złapać świństwo z sieci, wymagane częste konserwowanie systemu, konieczność posiadania AV itd. Przy okazji rozerwałem się trochę, gdyż od ponad roku staram się uruchomić pod Wine grę SWAT 3 z roku 1999 (lub początku 2000). Niestety Wine nie daje rady, podczas gdy w Windows szybka instalacja i już grałem. Ostatecznie nie zaliczam tego do plusów Windows, ponieważ gra była dla niego pisana. Nie mogę mieć za złe Wine, że nie uruchamia gry. Znajomość Windows jest w obecnych czasach (i w przypadku mojego zawodu) obowiązkowa, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ciągłe dbanie o system nie jest tym, co dobrze świadczy o Windows.
W Linuksie jeśli wszystko jest dobrze skonfigurowane, nie trzeba obawiać się niczego. Domyślnie wbudowany Firewall poprawia samopoczucie. Dodatkowo fakt, iż na Linuksa nie ma wirusów, czyni ten system niesamowicie bezpiecznym. Humor może czasem popsuć np. nowa drukarka czy webcam. Kupiliśmy sprzęt i nagle okazuje się, że do uruchomienia potrzebne są komendy w terminalu lub za nic ten sprzęt nie jest właśnie obsługiwany. Przypomina trochę to, co nazwałem „strategią Apple” - nie kupujemy w ciemno lecz kupujemy sprzęt, który Linux dobrze wspiera. Zupełnie jak w komputerach Apple'a.
- Podsumowanie
Moim zdaniem GNU/Linux nie nadaje się dla początkujących użytkowników PC. Niestety, ale użytkowanie tego systemu wiąże się z poszerzeniem wiedzy o polecenia konsoli lub inne rzeczy. Czasem po aktualizacji coś lubi się wyłożyć, czasem są głupie błędy jak w środowisku GNOME, gdzie kliknięcie ponownego uruchomienia, nie uruchamia na nowo komputera jak trzeba, lecz resetuje tylko środowisko graficzne (za drugiem klikiem przycisku, PC resetuje się poprawnie). Czasem występują kłopoty ze sprzętem, lub inaczej – jego wspieraniem.
Windows natomiast to system prosty – tak naprawdę jego wiedzę można ograniczyć wyłącznie do klikania przycisków „Dalej-->Dalej-->Zakończ". Zachodzi jednak konieczność obsługi antywirusa, innych aplikacji pokroju AdAware, defragmentacji lub skanowania dysków. W przeciwnym razie system zacznie działać niestabilnie, powolnie lub przestanie działać w ogóle. Zachodzi więc ciągła konieczność dbania o niego. Ostatecznie jednak system nie wymaga żadnej wiedzy.
Do czego piję – GNU/Linux to świetny system, jednak nie da się ukryć, iż dla bardziej zaawansowanych użytkowników komputera. Obsługa wymaga czasem czegoś więcej niż kliknięcia przycisku „Dalej”. Obserwując jednak rozwój Ubuntu, można być dobrej myśli. Linux jednak to Linux, więc nie da się całkowicie odseparować od konsoli (na szczęście). Także dla początkujących, poleciłbym system Windows, nawet jeśli to Vista.
Oczywiście pominąłem pewnie wiele rzeczy - np. różnice w doprowadzeniu do ładu systemu po jego instalacji. Skupiłem się na rzeczach najbardziej oczywistych.
Oczywiście pominąłem pewnie wiele rzeczy - np. różnice w doprowadzeniu do ładu systemu po jego instalacji. Skupiłem się na rzeczach najbardziej oczywistych.


7 komentarzy:
ładny artykulik, ale jedno mnie męczy i gryzie.
"a) kiepski system plików NTFS" - czy mógłbyś trochę przybliżyć tę opinię? napisać co i dlaczego jest kiepskie? no i odnieść to do używanych przez Ciebie systemów plików - dlaczego są lepsze. z góry dziękuję :)
Przede wszystkim z mojego punktu widzenia, to fragmentaryzacja. Tak samo zdarzają się przypadki wyłożenia się NTFS. Jestem zwolennikiem Ext3, które nie wykłada się bez powodu i jest bardzo solidnym systemem plików, w którym fragmentaryzacją nie ma się co martwić :-)
dzięki za odpowiedź :)
trochę o tym poczytałem. rzeczywiście z tą defragmentacją coś jest na rzeczy. wstukałem sobie: sudo fsck.ext4 -fv /dev/sdb1 i wyszło, że przy 40% zajętego miejsca fragmentacja wynosi 0,5% :D
trochę boli mnie, że rezerwowane jest 5% powierzchni dla super użytkownika, ale z tego co czytam, dzięki temu fragmentacja jest taka mała. w sumie pod system ext3(4) jest okej. co do danych to poszukuję czegoś innego. zainteresowałem się xfs, ale ciągle czytam o "twardych resetach" i to mnie boli. defragmentuje się to jak cholera, ale jest proste narzędzie do defragmentacji: xfs_fsr. chodzi mi o system plików na duże pliki multimedialne (filmy itp.) może coś polecisz? :)
co do ntfs, to wkurza mnie brak obsługi ACL. znaczy ntfs-3g w wersji z kwietnia tego roku nie posiada obsługi kontroli dostępu. kolejna stabilna wyszła niedawno, ale nie bardzo umiem ją zainstalować. a warto by było, bo posiada już obsługę ACL. chodzi mi np. o taką sytuację: wpuszczam jakiegoś szczyla z rodziny na kompa na konto gościa, albo jakieś specjalnie stworzone i chcę mieć pewność, że mi niczego nie usunie. niby takie bajanie, ale kto wie... :D
aha, co do wykładania się któregokolwiek systemu plików, to nigdy mi się to nie zdarzyło. ale nie eksperymentuję dużo, to może jeszcze wiele przede mną :)
Niestety nie przechowuję dużych plików multimedialnych, stąd ciężko mi powiedzieć, co lepiej się nada. Najlepszy jeszcze do takich rzeczy był system plików BeOS'a :-D
"wpuszczam jakiegoś szczyla z rodziny na kompa na konto gościa, albo jakieś specjalnie stworzone i chcę mieć pewność, że mi niczego nie usunie. niby takie bajanie, ale kto wie... :D"
Nie ma problemu - nadać odpowiednie uprawnienia i nie ma czym się martwić :-)
Ogólnie jestem zwolennikiem Ext3 i odpowiada mi on - nie czuję potrzeby na używanie czegoś innego. Chyba, że niedługo zaistnieje sytuacja, że dane distro da wybór tylko ext4, wyłączając 3 - wtedy to już siła wyższa :-)
"Nie ma problemu - nadać odpowiednie uprawnienia i nie ma czym się martwić :-)"
hmm, jestem samoukiem. pierwsze co robię, to szukam, gdzie by tu coś wyklikać. zaglądnąłem do "System->Administracja->Użytkownicy i grupy". tam utworzyłem nowe konto (nazwa, hasło, itp.). w zakładce "zaawansowane" dodałem do grupy "guest". w zakładce "uprawnienia użytkownika" nie zaznaczyłem niczego. wylogowałem, zalogowałem się ponownie na nowo utworzonym koncie. i co? na partycji ntfs mogę robić co chcę. przelogowałem się na swoje i wchodzę do /media a tam się okazuje, że właścicielem folderu, w którym zamontowana jest partycja ntfs, jest root (grupa też root). uprawnienia 777. nie mogę tego zmienić używając sudo chmod (chown, chgrp). normalnie nic! no to szukam. poczytałem trochę. ntfs-3g umożliwia montowanie z opcjami uid, gid, umask, fmask, dmask, itd. wyedytowałem plik fstab i wpisałem opcje: uid=1000,gid=1000,umask=0002. no i wreszcie jest efekt! folder, w którym zamontowana jest partycja ntfs ma teraz uprawnienia 775 i właściciela jako mnie. grupa też moja.
zdaję sobie sprawę, że dla informatyka może się to wydawać banalne, ale ja cieszę się jak wtedy, gdy miałem 8 lat i sam założyłem sobie łańcuch w rowerze :D
co od ext3(4), to ja podporządkowałem się Ubuntu i korzystam z ext4. nie narzekam.
miałem dziś pierwszy "wysyp" systemu plików, bo nabrałem za dużo pewności siebie przy korzystaniu z "sudo fsck.ext4 -fv /dev/sdb1" i na podmontowanej partycji naprawiałem błędy :/ ale gparted uruchomiony z livecd naprawił, to co sknociłem.
No tak...domyślnie chodziło mi o uprawnienia na systemach plików Linuksa - nie NTFS :-)
A Fsck nigdy nie używaj na podmontowanej partycji :-D Szczególnie systemowej :-D Chociaż może coś się zmieniło już. Pamiętam co się stało kiedyś, gdy uruchomiłem na partycji systemowej fsck podczas pracy systemu :-)
Ostatecznie jednak jak sam widzisz - Linux jeszcze nie jest dla wszystkich - nawet Ubuntu. Gdyby GNU/Linux nie miał wsparcia w postaci forów internetowych...byłoby strasznie ciężko momentami :-)
użyłem fsck na podmontowanej partycji systemowej. prawdopodobnie gdybym nie potwierdzał naprawy wykrytych błędów, to wszystko byłoby okej - żadne zmiany by się nie dokonały. w terminalu poradziło mi zrestartować system. zrobiłem to posłusznie. jak to się pisze: "system plików nie wstał". tak jak pisałem, pomogła płyta instalacyjna LiveCD, a konkretnie GParted i sprawdzenie błędów (i automatyczne naprawienie) na tej partycji.
tak, nie jest łatwo. ale jestem uparty. czasem jak osioł ;)
Prześlij komentarz